Nadmierne zadłużenie się w instytucjach finansowych, zwane potocznie "pętlą kredytową", może stać się niebawem schorzeniem XXI wieku. Nie było to możliwe jeszcze kilka lat temu, kiedy banki, aby pożyczyć Kowalskiemu parę tysięcy złotych kazały przyprowadzić ze sobą całą rodzinę (bliższą i dalszą) i znajomych, aby byli oni "żyrantami" kredytu. Oczywiście zwykle kończyło się to jedynie złością interesanta, który pomstował na banki, ale nie tylko" Chroniło to bardzo skutecznie (!) tysiące rodzin od wejścia na drogę pozyskiwania łatwych (ale za to bardzo drogich) kredytów i pożyczek, prowadzącą właśnie do tytułowej "pętli kredytowej". Jak jest obecnie? Niemal każdy sklep nęci nas "kredytem bez odsetek", wszystkie banki oferują błyskawiczne pożyczki niemal bez zabezpieczenia, a przy okazji wciskają Kowalskiemu (a i często także Kowalskiej) kartę kredytową z wysokim limitem. Kto jest w stanie wytrzymać presję tak prostego zakupu wielu atrakcyjnych towarów, o których marzyło się latami? Przed pokusą najłatwiej wybronić się osobom, które w przeszłości przechodziły już "zapaść kredytową". Nie ukrywam, że z dużym niepokojem obserwuję ogromnie dynamiczny rozwój pozyskiwania "kredytów w 10 minut", "szybkich serwisów kredytowych", czy - "pożyczek od ręki". A szkoda, że często są to także "pożyczki bez głowy" - a przecież rozsądek i zimna kalkulacja mogłaby nie raz uchronić Kowalskich od nieszczęścia"
RADA NR 1. Najlepszą obroną przed pułapką kredytową, jest po prostu w nią nie wpadać! A jak się wpada do "klubu zapętlonych"? Niestety muszę przyznać, że dość łatwo"
KTO I JAK NAJCZĘŚCIEJ WPADA W "PĘTLĘ KREDYTOWĄ"?
GRUPA 1. Osoby, które w niedawnej przeszłości dokonały zakupu mieszkania, a "dokończenie inwestycji" (meble, sprzęt RTV, itp.) dokonywały poprzez drogie zakupy ratalne i z wykorzystaniem kart kredytowych.
GRUPA 2. Młode osoby, osiągające wysokie dochody. To bardzo lubiana przez banki grupa klientów - stąd duża łatwość w uzyskaniu kolejnych kart kredytowych i prostych pożyczek. Nie zawsze łatwo oprzeć się pokusie atrakcyjnych zakupów.
GRUPA 3. Osoby prowadzące działalność gospodarczą - tu chyba każdy przechodził załamanie w płynności finansowej. A jak brakuje na pensje, lub na czynsz - najłatwiej pobrać z banku kredyt. A potem - następny, przy kolejnym gorszym okresie...
GRUPA 4. Wpadki niezawinione: z powodu sytuacji losowych (takich jak - utrata pracy, choroba), które powodują chwilowe lub długotrwałe obniżenie stałych dochodów.
GRUPA 5. Wpadki zawinione: z czystej lekkomyślności, czyli korzystanie bez hamulców i zachowania rozsądku z nadarzających się "okazji" - oczywiście z wykorzystaniem prostych (ale za to - bardzo drogich!) form zakupów ratalnych i pożyczek.
RADA NR 2. Jeśli ten artykuł trafił do ciebie za późno i czujesz zaciskanie się pętli kredytowej na szyi, rozpoznaj co kryje się za często używanym terminem "kredyt konsolidacyjny".
No właśnie - wiemy na ogół, że jest takie lekarstwo, ale nie zawsze może zostać zastosowane. A więc - do rzeczy:
CO TO JEST KREDYT KONSOLIDACYJNY?
Jest to kredyt długoterminowy (okres spłaty - nawet do 20 lat), zabezpieczony hipoteką na wskazanej przez kredytobiorcę nieruchomości, przeznaczony na spłatę różnych zobowiązań finansowych, z możliwością pozyskania dodatkowych środków na cel nieokreślony. Oprocentowanie takiego kredytu jest atrakcyjne: wynosi od 3% do 6% w CHF i od 7% do 11% w PLN (czyli tylko o 1 - 4% wyższe od kredytu hipotecznego na cele mieszkaniowe), a więc taka forma zadłużenia jest zdecydowanie niżej oprocentowana - nawet o 20 do 30% w skali roku! - od innych form kredytów bankowych, jak np. karta kredytowa, "szybki kredyt gotówkowy", czy zakupy ratalne. Przykładowo - kredyt konsolidacyjny na kwotę 100 000 zł kosztuje miesięcznie (w zależności od banku) czasem nie więcej niż 500 zł miesięcznie!
KIEDY I JAK MOŻNA ZASTOSOWAĆ KREDYT KONSOLIDACYJNY"
W bardzo wielu przypadkach i w wielu formach, jak np. jako konieczną ucieczkę przed "pętlą zadłużenia", kiedy duszą nas różne zobowiązania i utraciliśmy już płynność finansową (lub obawiamy się, że to w bliskiej przyszłości nastąpi),
- jako ekonomicznie uzasadnioną zamianę posiadanego, droższego zadłużenia w różnych formach (karty kredytowe, linia debetowa w koncie osobistym, pożyczka gotówkowa, kredyt na samochód, itp.) na jeden, długoterminowy kredyt, co pozwala znacznie zredukować miesięczne obciążenia związane z obsługą zadłużenia,
- jako działanie profilaktyczne - jeśli w bliskiej przyszłości planujemy liczne zakupy (meble, zmiana sprzętu AGD i RTV, itp.), lub także inne wydatki (atrakcyjne wakacje) i nie mamy na to środków. Możemy wówczas sięgnąć po tę właśnie, najkorzystniejszą formę zdobycia finansowania, jako konsolidację przyszłych zaplanowanych wydatków,
- jako zastąpienie klasycznego w danej sytuacji kredytu (np. kredytu samochodowego), tańszą formą zadłużenia ze znacznie niższą miesięczną ratą
- jako zdobycie niezbędnych środków obrotowych przy prowadzeniu własnej działalności gospodarczej - cały czas banki bardzo niechętnie pożyczają pieniądze przedsiębiorcom (i przy zastosowaniu nader skomplikowanych procedur).
RADA NR 3. Ucz się na błędach, ale najlepiej - cudzych.
Poniżej: 3 różne przypadki "zapętlonych", które znam z bogatego doświadczenia. Każda historyjka opatrzona jest moim komentarzem.
Historyjka pierwsza - PAŃSTWO K. KUPUJĄ MIESZKANIE.
Młodzi małżonkowie z Warszawy - Państwo K. - zdecydowali się na zakup mieszkania u dewelopera. Mieszkanie na modnym Tarchominie, o powierzchni 60 mkw. (z garażem) kosztowało 250 000 zł. Państwo K. nie mieli oszczędności, więc zdecydowali się wziąć kredyt na pełną wartość mieszkania, a ponieważ wspólnie zarabiali prawie 4500 zł netto i nie mieli innych zobowiązań - kredyt bez problemu otrzymali. Kiedy odebrali mieszkanie zaczęli je urządzać - oczywiście na kredyt. I znowu - nie mieli żadnych kłopotów przy kolejnych zakupach ratalnych - niemal w każdym sklepie na miejscu można było załatwić zakup danego towaru i to tylko pokazując zaświadczenie z miejsca pracy. W ten sposób dodatkowo zadłużyli się jeszcze na 65 000 zł.
Dodatkowo Pan K. przy okazji zakupów wykorzystał swoją kartę kredytową z limitem 5 tys. zł. Udało się kupić prawie wszystko, co było potrzebne do zamieszkania, ale zaczęły się problemy ze spłatą zobowiązań. Okazało się, że spłacany kredyt mieszkaniowy (wzięty na okres 30 lat) nie jest tak bardzo drogi - miesięczna rata z tego wyniosła trochę ponad 1000 zł. Natomiast pozostałe zadłużenie - seria drobnych kredytów na zakupy ratalne i spłata karty kredytowej - obciążała budżet Państwa K. dodatkowo na prawie 2 500 zł. I to już przerosło możliwość obsługi zadłużenia przez Państwa K. - wszak nie samymi kredytami człowiek żyje. Na szczęście Pan K. dostał jeszcze linię kredytową na 8000 zł u siebie w banku na koncie ROR, dzięki temu będzie można, co miesiąc braki w kasie uzupełnić z debetu. Ale tak czy owak: miesięczna obsługa zadłużenia zamiast maleć - rośnie.
Pytanie do eksperta: Gdzie Państwo K. popełnili błąd?
EKSPERT ODPOWIADA:
Błąd - zresztą bardzo często popełniany przez kredytobiorców w podobnej sytuacji - został popełniony na początku, przy ubieganiu się o kredyt. Otóż, jeśli kredytobiorca nie posiada żadnych oszczędności, a wiadome jest, że w nowe mieszkanie trzeba będzie jeszcze włożyć sporo pieniędzy - należy wystąpić do banku o kredyt w większej wysokości, tzn. uwzględniającej także wykończenie lokalu. Jeśli bierzemy pod uwagę ceny warszawskie, bank może przyznać dodatkowo kredyt właśnie na ten cel - trzeba wówczas przygotować kosztorys, na co będą przeznaczone środki z kredytu. Można w ten sposób uzyskać kredyt, ale nieprzekraczający równowartości kwoty 1000 zł x ilość metrów mieszkania. W tym wypadku można było uzyskać kredyt łącznie na kwotę ok. 310 000 zł. I nie doszłoby do takiej sytuacji. Uwaga! Taka transakcja może być przeprowadzona tylko w wybranych bankach, na pewno lepiej jest, więc udać się po pomoc do wykwalifikowanego doradcy, niż samemu chodzić od banku do banku samodzielnie szukając najlepszej oferty.
Pytanie do eksperta: Co mają dalej robić Państwo K., aby nie wpaść na bankową "czarną listę"?
EKSPERT ODPOWIADA: Jeśli nie możemy w takiej sytuacji liczyć w bliskiej perspektywie na znaczne poprawienie dochodów (np. lepiej płatna praca), to na pewno Państwo K. powinni starać się zredukować swoje miesięczne zadłużenie. Może się okazać, że mieszkanie po wykonaniu w nim prac wykończeniowych mocno zyskało na wartości i bank, w którym mamy kredyt mieszkaniowy zgodzi się na "dociążenie" hipoteki mieszkania - poprzez zwiększenie kwoty kredytu i spłatę przynajmniej części innych - znacznie droższych w obsłudze - zobowiązań. Może też się szczęśliwie składać, że ktoś z bliskiej rodziny Państwa K. posiada mieszkanie (lub - inną nieruchomość) z "czystą hipoteką" i pozwoli na zabezpieczenie kredytu dla Państwa K. na swojej nieruchomości. Byłaby to jedna z form kredytu konsolidacyjnego, o którym informacje znajdą Państwo powyżej. Osobiście uważam, że jest to już na tyle poważna sytuacja, że nie obejdzie się bez pomocy profesjonalnego doradcy kredytowego.
Historyjka druga - UTRATA PRACY.
Państwo Z. mieli dobrą sytuację finansową. Spłacali, co prawda dwa kredyty: mieszkaniowy w kwocie 1100 zł miesięcznie oraz kredyt samochodowy na nowego Golfa, za co płacili miesięczną ratę także blisko 1100 zł. Obydwoje pracowali i zarabiali po 3000 zł netto, a więc po spłaceniu kredytów i innych stałych obciążeń mieli jeszcze trochę rezerwy na przyjemności. Niestety - zakład pracy Pana Z. zaczął podupadać i zmniejszać zatrudnienie, a jednym ze zwolnionych był właśnie Pan Z. Jedna pensja oczywiście nie wystarczyła na obsługę wszystkich zobowiązań (oprócz kredytów - czynsz za mieszkanie, utrzymanie samochodu, rachunki telefoniczne, media, itp.), a przecież trzeba czasem coś jeszcze kupić do jedzenia. Państwo Z. zrobili więc "wojenną naradę" i po zimnych kalkulacjach stwierdzili, że żyjąc skromniej i spłacając jeden kredyt - mieszkaniowy (ważniejszy!), będą jakoś wiązać koniec z końcem i żyć z jednej pensji dopóki Pan Z. nie znajdzie innej pracy. Taktyka częściowo się powiodła - przez parę miesięcy Państwo Z. skutecznie lawirowali, unikając kontaktów i nie odbierając korespondencji z banku, w którym mieli kredyt samochodowy. Niestety, po pół roku - akurat wtedy, kiedy Pan Z. znalazł nową, bardzo dobrą pracę - firma windykacyjna przejęła samochód. Państwo Z. - mając już znowu pełną zdolność kredytową poszli więc kupić inny samochód : na wszelki wypadek tańszy od poprzedniego. I tu - przykra niespodzianka: okazało się, że są już notowani w rejestrze niesolidnych klientów i żaden bank nie chce im udzielić kredytu. Problem był tym bardziej poważny, że w nowej pracy Panu Z. samochód był niemal konieczny...
Pytanie do eksperta: Gdzie Państwo Z. popełnili błąd?
EKSPERT ODPOWIADA: W sytuacji przejściowych problemów ze spłatą zadłużenia najgorszym rozwiązaniem jest chowanie głowy w piasek i unikanie kontaktów z bankiem. Na początek należało zgłosić się właśnie do obu banków i prosić o restrukturyzację zadłużenia.
Może udałoby się na jakiś czas zawiesić spłatę kapitału? Może bank zgodziłby się na wydłużenie okresu kredytowania? Jeśli jednak nie spotkaliby Państwo Z. wyrozumiałości w bankach, byłoby jeszcze jedno proste rozwiązanie : sprzedaż samochodu (oczywiście - w uzgodnieniu z bankiem) i spłata zadłużenia. A wtedy nie doszłoby do opisanej sytuacji: dalej Państwo Z. byliby dla banków wiarygodnymi klientami.
Historyjka trzecia - MŁODOŚĆ MUSI SIĘ WYSZUMIEĆ...
Pan J. - młody manager z amerykańskiego koncernu - bardzo szybko szedł drogą kariery zawodowej, aż został najmłodszym w firmie dyrektorem wydziału. Oczywiście wzrosły też mocno apanaże - zarabiał już, co miesiąc 10 000 zł brutto, plus oczywiście samochód służbowy i trochę innych dodatków. No cóż - trzeba było też zmienić mocno standard życia: czas na zakup "poważnego" 4-pokojowego mieszkania (kredyt 470 000 zł, miesięczna rata - 2000 zł), banki zaczęły sypać wokół złotymi kartami, plus oczywiście spory VIP-owski debet na koncie osobistym - na 50 000 zł. Żyć - nie umierać. Panem J. zaczęły się też interesować urodziwe koleżanki z pracy, a więc karty kredytowe zaczęły się bardzo przydawać: romantyczne kolacje, najmodniejsze garnitury, weekendowe wypady, kosztowne prezenty, a nawet - wyjazd na wyspy Bora Bora z "prawie-narzeczoną" (jednak związek ten szybko okazał się pomyłką). Jak trochę zaczęło brakować środków na kartach, wystarczyło pokazać w innym banku zaświadczenie z pracy i znowu Pan J. uzyskał w 1 dzień (!) debet na 35 000 zł. Po paru miesiącach szaleństw okazało się, że Pan. J oprócz kredytu na mieszkanie dorobił się jeszcze blisko 200 000 zł dodatkowego zadłużenia. Mimo wysokiego wynagrodzenia, ledwie był w stanie obsługiwać kredyty: a najgorsze były te karty kredytowe, które co miesiąc pożerały blisko połowę wynagrodzenia. Na szczęście Pan J. zdołał się otrząsnąć - i postąpił nader rozsądnie: zdecydował się na sprzedaż mieszkania, spłacił oczywiście cały kredyt mieszkaniowy i część zadłużenia z kart kredytowych. Kupił kawalerkę, biorąc kredyt na 100% jej wartości. Dzięki tym zabiegom udało mu się "złapać" równowagę finansową (miesięczne spłaty zadłużenia spadły do poziomu 3 tys. zł.), niemniej jednak - jego życie nie było już tak wystawne, aczkolwiek wydatki - na pewno bardziej przemyślane... Niestety - na szybkiej sprzedaży mieszkania stracił dodatkowo ponad 45 tys. zł.
EKSPERT KOMENTUJE: Z opisanymi, podobnymi sytuacjami spotykam się w swojej praktyce bardzo często. Młodzi, zdolni ludzie - stają ofiarami "pułapki kredytowej". Banki bardzo lubią młodych, dobrze zarabiających managerów i niemal prześcigają się wręcz w łapaniu takich klientów na karty kredytowe z wysokim limitem, czy też - oferując możliwość debetu (nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych!) na koncie osobistym. A życie ma wszak tyle pokus! Trzeba naprawdę mieć w sobie dużo odpowiedzialności, aby nie wpaść w wir szaleństw z kartą kredytową w ręku. Pan J. okazał się jednak bardzo rozsądnym człowiekiem - liczenie "na cud" skończyłoby się w tym wypadku tragicznie: na pensję szybko by weszli komornicy i firmy windykacyjne, Pan J. mógłby też stracić w konsekwencji mieszkanie. A więc dzięki tej trudnej decyzji (sprzedaż dużego mieszkania i przeprowadzka do kawalerki) udało się uniknąć nieszczęścia, choć rzecz jasna - nie obyło się bez strat. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę sytuację Pana J. (zarobki i poziom zadłużenia), sądzę, że gdyby zdecydował się on udać po poradę do profesjonalnego doradcy - można by uniknąć sprzedaży mieszkania i strat z tym związanych. Stosując rozwiązania eksperckie można było pomóc Panu J. etapowo zastępować bardzo drogie formy zadłużenia - znacznie tańszymi i wyjść z pułapki po kilku miesiącach, ale - bez konieczności sprzedaży mieszkania.
MORAŁ: Zapaść kredytowa we wczesnym stadium jest bardzo łatwa do wyleczenia, kuracja jest bezbolesna, krótka i nie pozostawia żadnych śladów (w Biurze Informacji Kredytowej), ani - blizn (moralnych). W przypadku wystąpienia objawów przedawkowania zadłużenia, zapoznaj się z niniejszą instrukcją i skontaktuj się jak najszybciej ze specjalistą.
* Krzysztof OPPENHEIM - ekspert od kredytów hipotecznych, właściciel OPPENHEIM ENTERPRISE, działającej w branży usług finansowych od 1993 r. Stały współpracownik www.tabelaofert.pl

