ukazało się w Rzeczpospolitej, 31 marca 2006
Jaka waluta ?
Na czym polega ryzyko kursowe?
Powszechnie wydaje się biorącym kredyt w obcej walucie, że ryzyko związane jest tylko ze zwiększeniem raty kredytu. Spotykam się dość często z bardzo naiwnym tłumaczeniem niedoświadczonych doradców kredytowych i rozumowaniem klientów (oni mają prawo się mylić!) : "najlepszy jest kredyt w CHF (frank szwajcarski) - bo jest zdecydowanie najniżej oprocentowany. Przecież nawet jak kurs franka wzrośnie do złotówki o 50% to i tak moja rata będzie niższa o raty kredytu uzyskanego w PLN". Jest to bardzo naiwne i jednostronne spojrzenie na kredyt hipoteczny : patrzymy nań jedynie z perspektywy wysokości miesięcznego obciążenia.
Wzrost kursu waluty kredytu wobec PLN oznacza także wzrost całości zadłużenia - wybór kredytu w walucie obcej to akceptacja faktu, że w umowie kredytowej wysokość naszego długu wobec banku będzie wyrażona w wybranej walucie. Jeśli planujemy spłacić bankowi całość zadłużenia po dwóch latach (np. po sprzedaży innej nieruchomości) nie będzie nam do śmiechu jeśli mamy kredyt we frankach, a ten - podrożeje do dnia spłaty o 30%. Z kredytu na kwotę 200 000 zł zrobiło się aż 260 000 zł! Taki nagły i bardzo nieprzyjemny wzrost zadłużenia jest najbardziej prawdopodobny jeśli dostajemy kredyt walutowy w okresie znacznego umocnienia się złotówki - a właśnie w ostatnich miesiącach jesteśmy w takiej sytuacji! Wtedy właśnie ryzyko zaistnienia opisanej sytuacji jest największe.
Ale to nie wszystkie minusy i pułapki związane z kredytem w walucie obcej. Nie każdy kredytobiorca jest świadom, że już w chwili uruchomienia kredytu jest do tyłu ... prawie 5% kwoty kredytu! Bank uruchamia środki po kursie kupna, a spłacamy zadłużenie po kursie sprzedaży; różnica na kursach to zwykle 3,5%-5%. A więc : bank wypłaca nam np. 100 tys. zł kredytu, a gdybyśmy chcieli oddać cały dług tego samego dnia (np. wygrana na loterii), okazuje się, że do spłaty mamy ... 105 tys. zł
Inne zasadzki? Proszę bardzo : niektóre banki (w tym także te, które najwięcej tych kredytów udzielają!) przeliczają wnioskowany kredyt w CHF na kwotę wyrażoną w tej walucie - w dniu złożenia wniosku o kredyt. Przykładowo : mamy zapłacić kredytem za mieszkanie 245 000 zł sprzedającemu i wybieramy niskooprocentowany kredyt w CHF. Bank przelicza wnioskowaną kwotę na franki po kursie 1CHF = 2,45 PLN, dostajemy więc kredyt na 100 000 CHF. Mija trochę czasu do uruchomienia i w dniu wypłaty okazuje się, że frank spadł o 10 gr w stosunku do dnia, kiedy składaliśmy wniosek w banku, czyli 1 CHF = 2,35PLN .
Co to oznacza? Bank wypłaci nam o 10 000 zł mniej niż potrzebujemy, tj. 235 tys. zł. Dobrze się składa, jeśli mamy te pieniądze w lewej kieszeni. Bo jeśli nie - sprzedający nieruchomość nie będzie zachwycony, że trochę mniej możemy mu zapłacić... To samo może nas spotkać przy kredycie na zakup lokalu na rynku pierwotnym uruchamianego transzami : wysokość każdej transzy jest określona w umowie kredytowej w wybranej walucie (a nie w złotówkach). Jakie emocje przechodzić musi pechowy kredytobiorca, który taki kredyt wziął w CHF w grudniu 2003 r. (1 CHF - ok. 3,10 PLN), a płatności na rzecz dewelopera - wyliczone oczywiście w PLN - są rozłożone na okres 2 lat - 2004 i 2005? Przy każdej transzy okazuje się, że musi dopłacić deweloperowi z własnej kieszeni i do tego, przy kolejnych transzach - brakuje coraz więcej! Bo kurs franka (od grudnia 2003) wobec złotówki wciąż spada i spada.
Biuro Informacji Kredytowej (BIK)
Składając wniosek o kredyt musimy liczyć się z tym, że bank będzie sprawdzał dane wnioskodawcy w Biurze Informacji Kredytowej (BIK). Do współpracy z BIK przystąpiła obecnie większość banków działających w Polsce, broniąc się przed wyłudzeniami oraz przed niesolidnymi klientami. Baza BIK to niewątpliwie "tajna broń" bankowców. Nie zawsze jednak działa ona idealnie. Do bazy BIK wprowadzane są dane przesyłane przez banki z całej Polski, nie rzadko sa one niezgodne ze stanem faktycznym, np.:
Jeśli więc otrzymaliśmy w banku, przy ubieganiu się o kredyt mieszkaniowy, informację: "coś się nie zgadza w BIK", oznacza to stan alarmowy. Szczególnie, jeśli nie mamy za dużo czasu na załatwienie kredytu (bo np. daliśmy zadatek na kupno mieszkania, który może przepaść).
Co wtedy robić? Należy jak najszybciej zgłosić się samemu do BIK po wyjaśnienia
adres:
02 - 119 Warszawa, ul. Pruszkowska 17, pok. 101, tel. (22) 822 - 91 -01,
adres mailowy: bok@bik.pl.
Tam bezpłatnie, w krótkim czasie, otrzymamy pełny raport: a więc także z danymi banku i oddziału, który podał niewłaściwe dane lub ich nie zaktualizował. Z tymi danymi trzeba osobiście (!) udać się do tegoż banku z korespondencją pisemną, w której stanowczo żądamy sprostowania danych w BIK w trybie pilnym. Musimy też prosić o pisemne potwierdzenie w tymże banku faktycznego stanu " np., że widniejący raporcie BIK kredyt, został całkowicie spłacony 2 lata temu (wbrew pozorom - zdarza się to dość często). Raport z BIK można także otrzymać drogą pocztową - wysyłając listem poleconym odpowiedni formularz.
Uwaga, należy pamiętać, że jeśli spóźnialiśmy się ze spłatami rat, ta informacja może znaleźć się także w bazie BIK. To co w naszej opinii może wydawać się "drobnym opóźnieniem" (np. kilkanaście dni lub miesiąc), dla banku może oznaczać całkowitą dyskwalifikację danej osoby jako kredytobiorcy. I jeszcze jedna ważna informacja - w bazie BIK przechowywane są także dane o spłaconych kredytach. Jeśli więc w spłaconym kredycie mieliśmy nieterminowe spłaty - to również może mocno utrudnić uzyskanie kredytu.
W bazie BIK odnotowywane są także aktualne zapytania o kredyt w różnych bankach. Może się więc zdrarzyć, że bank, który sprawdza klienta, otrzyma informację, że o kredyt na zakup mieszkania na kwotę np. 150 tys. zł pytaliśmy już... 10 razy! Czy kolejny, jedenasty (!) Bank potraktuje takiego klienta poważnie? Po co jego pracownicy mają brać się na mozolną i wieloetapową analizę wniosku, skoro klient może już mieć przyznany kredyt? Odradzam takie działanie, może tylko sprawie bardzo zaszkodzić.
Zadłużaj się z głową!
Jak wyjść z pętli zadłużenia
Jak się wpada w pętlę zadłużenia? Najpierw dostajemy - często nieodpłatnie - kartę kredytową z banku, w którym mamy ror, przy okazji dajemy się namówić na limit debetowy w koncie osobistym; potem robiąc zakupy (płacimy oczywiście kartą kredytową!) dodatkowo korzystamy w sklepie agd (lub np. RTV) Z "łatwych rat" na zakup innych atrakcyjnych towarów. drugi typowy schemat popadania w długi to: zakup mieszkania (na co dostajemy zwykle niskooprocentowany, długoterminowy kredyt), a potem dokupywanie niezbędnych do niego rzeczy (mebli, wyposażenia etc.) Na wspomniane "łatwe" raty. Bo skoro możemy mieć od razu wszystko do nowego m to dlaczego z tego rezygnować ? "efekty uboczne" łatwych zakupów i kredytów odczuwamy, kiedy zaczynamy spłacać wszystkie zobowiązania ...
Co robić w takiej sytuacji, gdy pętla zadłużenia się zaciska? Jak zaradzić niekontrolowanej konsumpcji, której sprzyjają proste, ale za to bardzo drogie źródła finansowania? Lekarstwem na to jest znany w Polsce od kilku lat - kredyt konsolidacyjny. Polega on na tym, że łączymy wszystkie nasze zobowiązania w jeden większy kredyt - np. we frankach szwajcarskich - dzięki czemu rozbijamy zadłużenie na długi okres i zapominamy o problemie. Czy rzeczywiście to takie proste? Nie zawsze. Oto najważniejsze zasady związane z kredytem konsolidacyjnym:
I na koniec dobra wiadomość, dla tych osób, do których powyższe informacje trafią za późno: są już u nas banki, które mogą udzielić kredytu także osobom figurującym w bazie nierzetelnych kredytobiorców. Trzeba się jednak liczyć z tym, że będzie to znacznie droższa "przyjemność".
Kredyt mieszkaniowy - nie tylko na kupno nowego M
Przy zakupie nieruchomości na kredyt powinniśmy starać się wybrać taki bank, który nie tylko ma najniższe oprocentowanie, ale przede wszystkim jego oferta pozwoli nam na sfinansowanie także innych kosztów związanych bezpośrednio z transakcją i koniecznymi dodatkowymi wydatkami.
Najtańsze kredyty bankowe dla osób fizycznych związane są z zabezpieczeniem w postaci obciążenia hipoteki wskazanej przez kredytobiorcę nieruchomości - nazwijmy je ogólnie "kredytami hipotecznymi". W grupie kredytów hipotecznych znajdziemy pożyczki hipoteczne (środki na cel nie udokumentowany), kredyty konsolidacyjne (kumulacja posiadanego zadłużenia w jeden kredyt) oraz kredyty mieszkaniowe. Ten trzeci wariant - niemal we wszystkich bankach - jest zdecydowanie tańszy od pozostałych dwóch form zadłużenia hipotecznego. Warto więc dowiedzieć się dokładnie, co możemy według procedur danego banku nazwać "kredytem mieszkaniowym". Zazwyczaj jest on udzielany na: zakup mieszkania, domu, działki budowlanej, remont posiadanej nieruchomości, budowę domu. Zawsze, w tej najbardziej atrakcyjnej cenowo grupie kredytów, znajdzie się też spłata kredytu mieszkaniowego zaciągniętego w innym banku.
Przy zakupie nieruchomości, do wysokości kredytu mieszkaniowego możemy też włączyć - w niektórych bankach - koszty transakcji (np. opłaty notarialne, sądowe, itp.) oraz zabezpieczyć sobie środki na wykończenie lokalu.
Czasem możemy uzyskać ten najtańszy kredyt hipoteczny również na inne cele, np. na:
Dobre rozpoznanie, co dany bank może skredytować i do jakiej grupy cenowej zakwalifikuje dany kredyt, ma ogromne znaczenie przed podjęciem decyzji o wyborze oferty. Często spotykam się z osobami, które otrzymały tani kredyt na zakup mieszkania, ale na resztę (wykończenie, zabudowa kuchni, itp.) musiały dodatkowo znacznie się zadłużać na zdecydowanie gorszych warunkach : kilkakrotnie wyższe oprocentowanie (!), kredyt rozłożony na okres kilku lat. W takich sytuacjach najczęściej trzeba ponownie sięgnąć po kolejny - "ratunkowy" kredyt hipoteczny, który połączy całe zadłużenie na możliwie najkorzystniejszych warunkach. Ale koszt takiej operacji - to zwykle kilka tysięcy złotych.
Zdolny czy nie zdolny? Oto jest pytanie!
Każdy klient banku wie, że aby otrzymać kredyt, trzeba posiadać tzw. zdolność kredytową. Ale każdy bank (a nawet różne oddziały tego samego banku!) inaczej oceni nasze szanse w kwestii kwoty kredytu możliwej do uzyskania w danej sytuacji. Dlaczego? Bo banki stosują wyłącznie własne systemy do obliczania "zdolności", a dodatkowo - sami pracownicy często w różnoraki sposób interpretują narzucone w instrukcjach przepisy. Stąd - choć to trudne do uwierzenia - w tej samej placówce banku pani Zosia określi naszą zdolność na 100 tys. zł, a pani Kasia - na 130 tys. zł.
Co zwykle bierze się pod uwagę, określając zdolność kredytową? Najpierw trzeba ustalić tzw. "średni miesięczny dochód kredytobiorcy". Wydaje się, że problemów takich nie spotkamy przy umowie o pracę. Bywa jednak różnie, za wyjątkiem sytuacji, kiedy w okresie ostatnich 12 miesięcy wynagrodzenie było zawsze na tym samym poziomie. Jeśli jednak udało nam się uzyskiwać w tymże okresie różne premie, podwyżki lub dodatkowe apanaże, np. za nadgodziny - wyniki badania dochodu w różnych bankach na pewno nie będą jednakowe.
Kompletnie różne wyniki badania zdolności wyjdą przy innych formach uzyskiwania dochodu. Jeśli ktoś prowadzi działalność gospodarczą i jest rozlicza się w formie księgi przychodów i rozchodów - teoretycznie najłatwiej policzyć dochód. W zdecydowanie gorszej sytuacji są "ryczałtowcy" oraz te osoby, które rozliczają się z urzędem skarbowym poprzez kartę podatkową. Ta ostatnia grupa w co drugim banku od razu odejdzie z kwitkiem - połowa banków nie uznaje dochodu wykazanego z udziałem działalności na "karcie".
Lekko nie będą mieli z oceną zdolności także artyści oraz inni przedstawiciele wolnych zawodów, którzy uzyskują dochód na podstawie umów o dzieło (szczególnie z tzw. kosztem uzyskania przychodu - 50 proc.). Oczywiście artysta żadnych koszów nie ponosi (może zużywa trochę więcej pudru i szminki od etatowców), ale w rozliczeniu dochodu z kwoty brutto 10000 zł w PIT wychodzi jedynie 4050 zł netto, a w kieszeni zaś zostaje - 9 050 zł. Dlaczego tak jest i jak można "przeforsować" w banku faktycznie uzyskiwany dochód w tej formie - wiedzą tylko specjaliści.
To oczywiście nie wszystkie sposoby uzyskiwania dochodu, ale te pominięte stawiają kredytobiorcę często w jeszcze w gorszej sytuacji niż w opisanych przypadkach (w tej grupie są na przykład rolnicy).
Poza dochodem, banki w różny sposób liczą także tzw. stałe obciążenia. Nie dziwi fakt, że im większą mamy rodzinę, to tym więcej bank nam odejmie z wykazanych dochodów na jej utrzymanie. Podobnie z zadłużeniem - rata kredytu, rzecz jasna, obniży naszą zdolność. Ale uwaga : do tego dochodzą jeszcze karty kredytowe, limity debetowe w ROR i to nawet, jeśli w ogóle z nich nie korzystamy! Niektóre banki poszły jeszcze dalej w "ujmowaniu" zdolności - w fatalnej sytuacji są osoby posiadające np. kilka samochodów i nieruchomości. Dlaczego? Za każdy zgłoszony we wniosku o kredyt samochód, bank potrąci np. 300 zł z dochodu, a z posiadanej nieruchomości - 400-1000 zł.
Takie archaiczne przepisy - przecież im więcej dana osoba posiada majątku, tym mniejsze ryzyko jest udzielenia kredytu - funkcjonują w kilku poważnych bankach od lat i niestety zmian tych mało logicznych procedur.
Umowa kredytowa : czytaj i pytaj
Umowa kredytowa raczej nie będzie pasjonującą lekturą - zawsze długa, pisana mało zrozumiałym, bankowym językiem. Na pewno jednak nie możemy z tych powodów zrezygnować z zapoznania się z nią. Oto, co w treści umowy należy - bardzo dokładnie - przeczytać, sprawdzić i zrozumieć (!):
Co do - praktykowanego czasem - udziału znajomych prawników przy analizie treści umowy i ewentualnych późniejszych negocjacjach konkretnych zapisów - nie polecam. Zwykle i tak nic nie osiągniemy poza zniechęceniem do nas pracowników danej placówki banku. Jeśli się jednak upieramy, aby umowę zaakceptował nasz prawnik, poprośmy o jej treść przed wyborem oferty danego banku.
W poszukiwaniu najkorzystniejszej oferty
Co to znaczy "tani kredyt"?
Zdecydowana większość osób, rozpoczynających poszukiwanie kredytu mieszkaniowego zwraca uwagę w zasadzie tylko na 2 rzeczy : oprocentowanie i wysokość raty. Dlatego też jest tak wielkie zainteresowanie frankiem szwajcarskim - w obecnej sytuacji nie przebijemy inną walutą żadnego z 2 wymienionych parametrów. Faktycznie jednak na ogólny koszt kredytu wpływa w sumie około kilkunastu składników, których analiza w początkowej fazie pozwoli na właściwy wybór oferty.
Generalnie - koszty związane z kredytem możemy podzielić na 3 grupy:
Mamy też - bardzo wysoki - koszt ukryty dotyczący kredytów w walutach obcych : na tzw. widełkach kursowych przy uruchomieniu kredytu tracimy nawet do 5% (dostajemy 100 000 zł, a mamy do spłaty - 105 tys.). Poniższy wykaz wymaga uzupełnienia : w danym banku niektóre wymienione koszty mogą w ogóle nie występować, lub mogą być naliczane jedynie w określonych sytuacjach. Już pobieżna analiza powyższej listy każdego przekona, że ocena atrakcyjności kredytu jedynie z perspektywy wysokości miesięcznej raty to duże nieporozumienie! Podobnie - jeśli nie uwzględnimy planów kredytobiorcy w kwestii planu spłaty : jeśli na przykład bierzemy kredyt 400 000 zł na zakup domu, ale w ciągu 2-3 miesięcy będzie on prawie w całości spłacony (sprzedaż innej nieruchomości, w której obecnie mieszkamy) - to musimy rzecz jasna szukać kredytu w PLN bez kosztów związanych z wcześniejszą spłatą. Możemy też zbłądzić, wybierając kredyt z bardzo niskim oprocentowaniem, ale także z koniecznością zakupu polisy na życie, której koszt wynosi np. 500 zł miesięcznie. I na tym właśnie, czyli na analizie wszystkich kosztów kredytu, sytuacji kredytobiorcy oraz poznaniu jego planów dotyczących tempa spłaty zadłużenia polega wstępna ocena danej sprawy przez prawdziwego doradcy.
